Mój „very slow weekend” ciągle trwa  (przeczytaj o nim tutaj) i dziś od rana do pachnącej kawy zamiast książki otworzyłam komputer, aby pooglądać zdjęcia z moich wakacyjnych wyjazdów.  I stwierdzam, że jednak zdjęcia są nieocenioną pamiątką. Z każdym z nich łączy się jakieś wspomnienie i nawet jeśli dla postronnego widza nic ono nie znaczy, to dla nas, którzy tam byliśmy i powtórnie je oglądamy, wiąże się to z emocjami i ponownym przeżywaniem chwil z przeszłości.

Tak się składa, że w Bangkoku byłam razem z mężem właśnie o tej porze roku, w kwietniu. I oglądając dzisiaj te zdjęcia zrozumiałam, że zobaczyłam tylko wycinek tamtejszego życia i, że na pewno tam wrócę.

A dlaczego?

Dlatego, że Bangkok, to miasto silnych wrażeń. Wszystko co widzisz sprawia, że cały czas się zachwycasz, dziwisz, przerażasz, rozmyślasz…

Oto Bangkok moimi oczami:

  1. LOT.      Do Bangkoku przylecieliśmy z Malezji, gdzie wcześniej także spędzaliśmy nasz urlop. W związku z tym, że to był lot kontynentalny, to i przewoźnik był rodzimy: Air Asia. I już na pokładzie tego samolotu poczuliśmy co to znaczy mieć wrażenie, że na nic nie masz wpływu. Już pomijając fakt, że wnętrze samolotu przystosowane jest do przeciętnego wzrostu Azjaty, a więc rzędy foteli są tak gęsto upchane, że -uwierzcie mi- WizzAir oferuje nam luksusy, gdyż tutaj w ciągu całej drogi musiałam siedzieć wyprostowana, aby zmieścić kolana przed sobą, to na dodatek wrażenia jakie oferował nam pilot nie porównują się do tych z jazdy  z najbardziej szaloną kolejką górską. Oszczędność czasu, paliwa i pieniędzy, to ich główne myśli przewodnie. Dlatego zakręt samolotu nie jest rozłożony na przestrzeni jakichś kilku kilometrów, ale odbywa się praktycznie w miejscu. A to oznacza taki przechył samolotu, że wydaje ci się, że samolot obróci się wokół własnej osi.

Ja latać samolotami w ogóle się nie boję, ale przed następnym lotem mocno się znieczuliłam 🙂

P1110188

P1110191

 

2. RUCH ULICZNY.     Pierwsze co cię wita po wyjściu na ulicę, to ściana huku, gorąca, wilgoci, spalin i niesamowitego ruchu. Bangkok tętni życiem, a słowa te nabrały dla mnie nowego znaczenia. Masz wrażenie, że jesteś nikim w tej masie, a jednocześnie wszyscy na ciebie patrzą, bo wyróżniasz się jako turysta. Nie ma tam bezczynności. Wszyscy są czymś zajęci. Przejście przez ulicę na zielonym świetle graniczy z cudem. Niezależnie od pory dnia ilość samochodów, rowerów, skuterów nie zmienia się. Odnosi się wrażenie, że pojęcie bezpieczeństwa na drodze tam nie istnieje. Wszystko jest głośne, kolorowe i sprawia wrażenie, że zaraz się zepsuje.

P1110262

P1110197

P1110417

P1110227

P1110426

 

3. KRÓL I BUDDA.   Bangkok to bezsprzecznie miasto świątyń. Niezliczonych, ogromnych budowli, kapiących zlotem i kunsztownymi zdobieniami. Począwszy od posągu leżącego złotego Buddy, przez świątynię Wat Arun całą ozdobioną mozaiką z malutkich, misternie wykonanych kwiatów, na innych pomniejszych, ale tak samo bogatych świątyniach kończąc. Tajlandczycy są niezwykle religijni i uduchowieni. Dlatego tak samo jak swoich bogów czczą swojego króla, którego podobizny wiszą na każdym rogu, moście, a nawet w barach i sklepach.

P1110248

P1110230

P1110254

P1110321

P1110326

IMG_2133

IMG_2186

P1110236

P1110299

P1110348

P1110195

 

4. MASAŻ DLA ODWAŻNYCH.    Dlaczego dla odważnych? Dlatego, że w Polsce nigdy , ale to nigdy z usług takiego „gabinetu kosmetycznego” bym nie skorzystała. Łóżko lub leżak, na ulicy lub w budynku, klient za klientem, a nakrycia i ręczniki ciągle te same. Nie widziałam też, aby pani masażystka zadała sobie trud umycia rak, pomiędzy zabiegami. A mimo to, masaż ten był najbardziej relaksacyjnym doznaniem tego typu  jakie przeżyłam w życiu. Nie przez przypadek Tajki są uważane za najlepsze masażystki na świecie 🙂

IMG_2143

IMG_2145

 

5. JEDZENIE.  Jeśli jesteśmy przy higienie, to nie sposób o niej nie wspomnieć przy okazji jedzenia. Fakt: jeśli jesteś wrażliwa, to albo przygotuj się, że będziesz musiała udawać, że nic nie widzisz, albo będziesz głodna. Ja kierowana ciekawością świata wybrałam to pierwsze. I wiecie co? W miejscach urągających wszelkim zasadom higieny jadłam rzeczy, których smaków nie zapomnę do końca życia. Niby zwykły kurczak i zwykły ryż, a jednak zupełnie inne smaki niż u nas, inaczej przyprawione, a nawet o innej konsystencji.

Jedzenie w Bangkoku jest wszędzie. Bary na każdej ulicy, owocowe targi, pad thaje z wędrownego wózka, owoce mango z kubeczka, a jeśli chcesz, to możesz nawet spróbować świerszcza, czy inne owady. Hitem był dla mnie naleśnik z bananem i masłem orzechowym, smażony kilkukrotnie (!!) na maśle. Z pewnością przekroczył moja dwudniową dawkę kalorii.

P1110206

P1110216

P1110265

P1110273

P1110274

 

6. ALKOHOL.  A skoro jesteśmy przy jedzeniu, to od razu kilka słów o alkoholu, gdyż tak naprawdę też jest on wyłącznie dla miłośników mocnych wrażeń. Mają rację Tajowie, że praktycznie nie piją i śmieją się z pijanych turystów. Ja pokusiłam się o wypicie piwa na Khao San Road i nie powiem, trochę żałowałam. Przy tej temperaturze i tej wilgotności powietrza, wypicie alkoholu sprawia, że pocisz się jeszcze bardziej, a upał staje się nie do wytrzymania. Nie przeszkadza to jednak rzeszom Anglików chodzić w stanie bardzo wskazującym na spożycie…

P1110342

P1110431

 

7. BAIOKE HOTEL. Nie, nie mieszkałam w tym hotelu. Ale był jednym z punktów naszej wycieczki, gdyż jest to najwyższy budynek w Tajlandii, a wjazd na ostatnie, 85 piętro, to niezapomniane wrażenie. Jeśli oglądanie panoramy Bangkoku przez szyby, to dla Ciebie za mało, możesz wyjść tam na górze na zewnątrz, na ruchomą, kręcącą się wokół całego budynku platformę. Silne wrażenie potęguję mocny wiatr oraz skrzypienie metalowych elementów platformy. W cenie biletu jest mocny drink w barze. Okazał się bardzo pożyteczny  🙂

P1110396

IMG_2160

IMG_2168

P1110403

 

8. TAJOWIE.  Oj tak! Oni doskonale wiedzą kiedy mają znać język angielski, a kiedy udawać, że nie rozumieją ani jednego słowa. Najpierw wołają cię do taksówki w pięknej angielszczyźnie, w średniej dogadujesz się co do ceny, a gdy nagle okazuje się, że z niewyjaśnionych powodów musicie  jechać okrężną drogą, a przez to przy wysiadaniu cena znacznie wzrosła, nie rozumieją już ani słowa. Inny przykład: chcesz przejechać się tuk -tukiem, aby zwiedzić miasto. Niestety, kierowca nagle zaczyna bardzo  szybko jechać, aby w wynegocjowanej cenie szybko się uwinąć i zabrać kolejnego klienta. I  jedyne o czym wtedy myślisz, to żeby nie wypaść na najbliższym zakręcie…

P1110460

P1110261

 

8. KABLE.   Oczywiście, ich widok, żadnych silnych emocji nie powoduje, jednak jest ich na ulicach tak dużo, że zwracają uwagę. Wiszą przy budynkach i nad ulicami, w ogromnych wiązkach, po kilka, kilkanaście, splątane jak winorośl. Na pewno jest to jedna z cech charakterystycznych Bangkoku.

P1110271

P1110421

P1110423

To jest malutka część Bangkoku, wielkiego miasta o wielu twarzach. To niesamowite miejsce, różnorodne i tętniące życiem.

Na pewno kiedyś tam wrócę…

Jeśli masz jakieś pytania, to służę wszelkimi wskazówkami.

Miłego popołudnia!

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress

Ta strona używa tzw. ciasteczek. Więcej informacji.

Ciasteczko (formalnie HTTP Cookie, w skrócie ang. cookie, tłumaczone czasem jako plik cookie) – mały fragment tekstu, który serwis internetowy wysyła do przeglądarki i który przeglądarka wysyła z powrotem przy następnych wejściach na witrynę. Używane jest głównie do utrzymywania sesji np. poprzez wygenerowanie i odesłanie tymczasowego identyfikatora po logowaniu. Może być jednak wykorzystywane szerzej poprzez zapamiętanie dowolnych danych, które można zakodować jako ciąg znaków. Dzięki temu użytkownik nie musi wpisywać tych samych informacji za każdym razem, gdy powróci na tę stronę lub przejdzie z jednej strony na inną.


Źródło: wikipedia.org


Więcej informacji: http://pl.wikipedia.org/wiki/HTTP_cookie

Zamknij